- Poprzedni rok pod wieloma względami był dla mnie fatalny. Miałem problemy w życiu rodzinnym i spadło na mnie wiele złych rzeczy m.in. brak awansu do Ekstraklasy. Zdaję sobie sprawę z tego, że moja reputacja wśród kibiców z Katowic jest mocno nadszarpnięta. Między innymi dlatego chcę tutaj zostać, by pokazać wszystkim, że nadal stać mnie na dobrą grę – mówi Grzegorz Goncerz, napastnik GKS-u Katowice.

Na początek zagadka. Co łączy Grzegorza Goncerza z Kamilem Stochem i Zbigniewem Bońkiem?

???

Wszyscy mieliście w tym roku okładkę w katowickim „Sporcie”.

Faktycznie! To bardzo miłe. Z tym, że Kamil Stoch i prezes Zbigniew Boniek to jednak inna półka. Moja okładka dotyczyła tego, że miałbym odejść z Katowic. Tak jak tłumaczyłem w sprostowaniu, przez kolejne półtora roku jestem związany kontraktem z GKS-em i przez ten okres mam zamiar walczyć o swoje marzenia, czyli awans z zespołem do Ekstraklasy. Po rundzie jesiennej sytuacja nie jest idealna, ale jeśli dobrze przepracujemy okres przygotowawczy, a na to się zanosi, to na pewno znajdziemy się w gronie ekip, które zapewnią sobie na to szansę.

Wszyscy się zastanawiają, gdzie się podział Grzegorz Goncerz, który cieszył kibiców swoimi bramkami. Ostatni rok był dla Ciebie słaby…

Poprzedni rok pod wieloma względami był dla mnie fatalny. Miałem problemy w życiu rodzinnym i spadło na mnie wiele złych rzeczy m.in. brak awansu do Ekstraklasy, który był mocnym ciosem. Potem śmierć mamy, która mocno chorowała. Straciłem także opaskę kapitana. To wszystko było dla mnie ciężkie, ale w szatni starałem się nie dawać tego po sobie poznać. Zostawiłem to już wszystko za sobą. Nowy rok to nowe otwarcie. W zespole jest nowy trener, a ja chcę zbudować swoją pozycję. Zdaję sobie sprawę z tego, że moja reputacja wśród kibiców z Katowic jest mocno nadszarpnięta. Między innymi dlatego chcę tutaj zostać, by pokazać wszystkim, że nadal stać mnie na dobrą grę. W poprzedniej rundzie nie wpisywałem się w filozofię trenera. Zaakceptowałem to i dalej ciężko pracowałem, by dać drużynie odpowiednie wsparcie.

Samoocena i analiza własnych błędów jest częścią bycia profesjonalistą.

W karierze każdego sportowca są lepsze i gorsze momenty. Mam pełną świadomość tego, że rok 2017 był dla mnie zły. Marzenie, jakim jest awans było na wyciągnięcie ręki i efekt tej porażki odczuł każdy w drużynie. Rozumiem zachowanie kibiców w tej sytuacji.

Wracasz myślami do jesiennych derbów z Ruchem? Zejście z boiska w takim meczu, w takich okolicznościach i przy takim wyniku to chyba coś najgorszego dla każdego zawodnika GKS-u.

Takie były decyzje trenera. Zagraliśmy słabo pierwszą połowę jako cała drużyna. Szkoleniowiec postanowił wymienić dwa ogniwa. Nie czułem się najsłabszym piłkarzem tego meczu. Wiedziałem, że w drugiej połowie mogłem zrobić więcej dobrego. Ta porażka wszystkich bolała i boli do dziś. To był prestiżowy mecz dla nas i dla kibiców.

Trener Paszulewicz podkreśla, że przygotowanie fizyczne jest dla niego kluczem i w dużej mierze decyduje o tym, kto gra. To pewnie dobra informacja dla Ciebie, bo wiemy, że w testach wypadłeś bardzo dobrze.

Jesień miałem słabą, dlatego w grudniu nie przestałem pracować, bo chciałem zrobić wszystko, by trener Mandrysz spojrzał na mnie świeżym okiem. Drużyna pod koniec roku miała odpoczywać, ale ja podszedłem do tego ambicjonalnie. Po powrocie chciałem trenera zaskoczyć. Nastąpiła jednak zmiana szkoleniowca. Taki jest ten zawód, my o niczym nie decydujemy. Dla jednych oznacza to nową szansę, inni pozostaną na swoim miejscu, a pozostali będą walczyć. Teraz musimy zrobić wszystko, by sprostać oczekiwaniom nowego sztabu i wytrzymać fizycznie. Nie ukrywam, że to co preferuje trener Paszulewicz bardzo mi pasuje. Wszyscy w środowisku klubu chcą oglądać GieKSę, która od początku meczu agresywnie rzuca się do walki i jest zdeterminowana. To już nie będzie zespół, który czeka na ruch rywala i gra głównie z kontrataku. Z moich obserwacji oraz ze słów trenera wynika, że mamy od samego początku mocno naciskać i nie dać rywalowi chwili wytchnienia. Taki sposób grania bardzo mi odpowiada. Mam predyspozycje do tego, by mocne tempo wytrzymać. Wiem też, że grając w ten sposób, na pewno będziemy stwarzać więcej sytuacji bramkowych.

Grałeś w swojej karierze na różnych pozycjach. W jakiej roli widzi Cię trener Paszulewicz?

W dwóch styczniowych sparingach trener ustawiał mnie na pozycji napastnika, na której czuję się najbardziej komfortowo i to właśnie ona pozwala mi najwięcej dawać drużynie. Jestem jednak elastycznym zawodnikiem i jeśli trener będzie chciał skorzystać ze mnie inaczej, to nie będę miał z tym żadnego problemu. Liczy się przede wszystkim dobro zespołu i sukces sportowy.

Podejdziesz jeszcze kiedyś do “jedenastki”? To właśnie od zmarnowanych rzutów karnych zaczął się Twój słabszy okres.

W ostatnim czasie Tomek Foszmańczyk wykonywał rzuty karne i radził sobie z tym bardzo dobrze, także nie ma co zmieniać. To jest sport i każdy go bardzo przeżywa. Gdybym miał okazję znów podejść do jedenastki, to na pewno wyzwoliłoby to dodatkowy dreszczyk emocji, ale po to się trenuje i po to się gra, by mierzyć się z tymi stresującymi momentami. Jeśli trener będzie ode mnie oczekiwał wykonania rzutu karnego, to bez wahania się tego podejmę.

Niedawno pochwaliłeś się ukończeniem kursu trenerskiego UEFA A.

Uczęszczanie na zajęcia - przy natłoku obowiązków piłkarskich – nie było łatwe. Wszystko musi mieć ręce i nogi, a ja koncentruję się na byciu piłkarzem. Podczas robienia licencji wszystko było zorganizowane tak, by nie kolidowało to z przygotowaniami do kolejnych spotkań. Dzięki temu doświadczeniu mogłem spojrzeć na szkoleniowców z nieco innej perspektywy. Łatwiej mi było wytłumaczyć sobie niektóre decyzje trenera w trakcie rundy jesiennej. Na razie jednak nadal czuję żądzę gry i wierzę, że u trenera Jacka Paszulewicza będę mógł potwierdzić umiejętności.

Wkrótce premiera filmu dokumentalnego o historii GieKSy. Czy będąc na co dzień tutaj na Bukowej czujesz, jak bardzo to miejsce jest przesiąknięte historią?

Oczywiście, że tak. Wiadomo, że wiele się od tamtych czasów zmieniło. Przez wszystkie lata, które spędziłem z GKS-ie, miałem okazję poznać Jana Furtoka, czy Janusza Jojko, którzy pozostają ważną częścią tego miejsca. Teraz jednak GKS się rozwija. Mamy siatkówkę, hokej, piłkę kobiecą - wszystko idzie do przodu. GKS Katowice staje się coraz mocniejszą marką. Do tego wszystkiego potrzeba rzecz jasna sukcesu piłkarzy. Jestem o to spokojny, bo widzę, że w drużynie znów zapanował kult ciężkiej pracy. Gdy ciężko pracujesz, to przychodzą tego efekty i mam nadzieję, że pojawią się one już wkrótce.

Czy na wiosnę „Król Grzegorz” powróci?

Życzyłbym sobie tego. Chcę zmienić postrzeganie pewnych osób, które dawno mnie skreśliły. Chcę pokazać, że się nie skończyłem i udowodnić im, że się mylili. To jest mój cel, choć na pierwszym miejscu - ponad osobistymi ambicjami - zawsze stawiam dobro drużyny.