"Przed nami jeszcze większy cel"

12.10.2017 12:20

Autor: Paweł Swarlik

Reprezentacja Polski pod wodzą byłego trenera GKS-u Adama Nawałki osiągnęła kolejny spektakularny sukces, wygrywając grupę eliminacyjną, co dało Polakom przepustkę na Mistrzostwa Świata w Rosji. Uczestnikiem tych historycznych dla polskiej piłki wydarzeń był fizjoterapeuta kadry i GieKSy Wojciech Herman, który zgodził się opowiedzieć o tym, co wydarzyło się w obozie Biało-czerwonych w ostatnim czasie.

Awans na mistrzostwa świata w Rosji wywalczony w świetnym stylu sprawił, że powrót na Bukową po takim sukcesie w kadrze nie mógł być lepszy.

- Na pewno po takim sukcesie -  jakim jest awans - wraca się bardzo fajnie, ze zdwojoną siłą  do pracy w klubie. Teraz czas, żeby w GKS-ie odnieść jakiś sukces. Mam nadzieję, że takim najbliższym sukcesem będzie zwycięstwo w Bielsku-Białej z Podbeskidziem, a następnie ze Stomilem oraz Ruchem i na tym się aktualnie skupiam.


Jakie nastroje towarzyszyły wam przed decydującymi meczami z Armenią i Czarnogórą?

- Na pewno byliśmy bardzo zmotywowani. Praca musiała być wykonana na najwyższym poziomie, bez żadnych błędów. Zarówno w drużynie, jak i sztabie. Byliśmy bardzo skupieni na tym, co robimy. Zgrupowanie wypadło perfekcyjnie pod względem organizacji, pracy i wyniku. Mieliśmy bardzo mało czasu przed wylotem do Armenii, odbyliśmy jeden trening na stadionie Polonii. Następnie czekał nas już tylko oficjalny trening przed spotkaniem z Ormianami, a potem po powrocie do Polski odbyliśmy jedne zajęcia na Stadionie Narodowym. Musieliśmy skupić się na szczegółach, ale po zwycięstwie z Armenią byliśmy zadowoleni, a po drugim meczu z Czarnogórą zapanowało wielkie szczęście, bo zapewniliśmy sobie awans.


Czy mieliście choć trochę czasu, żeby skorzystać ze słynnej, ormiańskiej gościnności, a także zwiedzić miejscowe zabytki kultury i sztuki? Udało się znaleźć legendarną Arkę Noego w okolicach góry Ararat?

- Byliśmy w hotelu usytułowanym na dużym wzniesieniu z fantastycznym widokiem na górę Ararat. Na czas prywatny nigdy nie ma czasu. Praca w reprezentacji i klubie sprawia, że nie ma wolnego dnia i ostatnio rzadziej widuję mojego rocznego synka. Życie rodzinne na razie jest ograniczone, bo muszę być teraz skupiony bardziej na pracy.


W ostatnich dniach media społecznościowe obiegły zdjęcia reprezentantów Brazylii, którzy po meczu z Boliwią musieli użyć aparatów tlenowych ze względu na dużą wysokość umiejscowienia stadionu, na którym rozgrywali mecz. Czy wy też korzystaliście z podobnych metod regeneracji w  Armenii?

- Po zawodnikach nie było widać zmęczenia w dużym stopniu, więc nie było to tak odczuwalne. Mamy ten komfort, że od razu po meczach reprezentacyjnych wracamy do Warszawy samolotem, w którym zawodnicy już odbywają regenerację. Mamy odpowiednie urządzenia, z których korzystamy w trakcie powrotu i dzięki temu zyskujemy czas, żeby być szybciej zregenerowani w Polsce.


Czy był moment rozluźnienia po wysokim zwycięstwie z Armenią 6:1?

- Nie było szans na rozluźnienie, bo nie byliśmy jeszcze pewni awansu na sto procent. A nawet gdybyśmy byli, to i tak nie byłoby nonszalancji. Mecz z Czarnogórą był ciężki, bo rywale doprowadzili do wyrównania 2:2, a my - nie patrząc na wynik Danii - musieliśmy walczyć o zwycięstwo. Na szczęście mamy Roberta Lewandowskiego, który dał nam prowadzenie 3:2. Potem podwyższyliśmy wynik na 4:2, udało się awansować i mogliśmy cieszyć się z wyjazdu do Rosji.


Po zwycięstwie z Czarnogórą mieliście w szatni wyjątkowego gościa. Jak wyglądały odwiedziny Głowy Państwa?

- Z Prezydentem miałem okazję spotkać się już po raz trzeci. W minioną niedzielę gratulował każdemu z nas awansu oraz został zapytany przez Sławka Peszkę o możliwość przyznania zawodnikom Programu 500 Plus (śmiech). Spotkało się to z ogromnym śmiechem w szatni wszystkich zgromadzonych, wraz z Prezydentem. Później po przemowie Prezydenta nastąpiły chóralne śpiewy.


Jak świętowaliście ten historyczny sukces, dzięki któremu po dwunastu latach absencji Polacy znów zagrają na mundialu?

- Odbyła się impreza. Jak to napisał na Twitterze Kamil Grosicki – „Łeb pękał” (śmiech). Uczciliśmy hucznie ten sukces. Wcześniej nie mogliśmy sobie na to pozwolić, ale kiedy było pewne, że zagramy na turnieju w Rosji, odbyła się wspólna, fajna impreza z rodzinami. Wszyscy świetnie się bawili. Robert Lewandowski wcześniej nas opuścił, bo musiał przygotować się do obrony pracy licencjackiej, która czekała go na drugi dzień rano. Ja następnego dnia musiałem wracać do pracy w Katowicach.


Czy tak intensywny czas w reprezentacji i klubie, kiedy musisz przygotowywać zawodników do meczów co kilka dni, odbił się na twoim zdrowiu?

- Na zgrupowaniach pracujemy intensywnie często do pierwszej w nocy, a potem rano w gabinecie zabiegowym jesteśmy jako pierwsi. W ciągu dnia też poświęcamy czas zawodnikom, więc fizycznie czasem trzeba dojść do siebie. Szukam snu gdzie się da, ale trzeba cieszyć się z tego, że jest awans i teraz trzeba myśleć o jak najlepszym wyniku z GKS-em.


Jak podsumujesz ostatnie, intensywne zgrupowanie pod względem zdrowotnym kadrowiczów?

- Na pewno naszym największym zmartwieniem była bardzo poważna kontuzja Arka Milika, która wykluczyła go z gry na parę miesięcy. Szkoda też Łukasza Piszczka, który musiał być zmieniony w przerwie meczu. Trzeba ich wspierać, bo wykonali fantastyczną pracę i oby jak najszybciej wrócili do pełni sił. Na szczęście selekcjoner Adam Nawałka ma zawsze plan A, B i C. Powołani zawodnicy spisali się fantastycznie.


Jako sztab medyczny tworzycie „zespół w zespole”. Jak stworzyć zgraną ekipę, która będzie pracować w najbardziej efektywny sposób w reprezentacji i klubie?

- Wydaje mi się, że osoby, które pracują w klubach już jakiś czas wiedzą jak należy wykonać swoją pracę jak najlepiej i jeśli zbierze się taką grupę, to w krótkim czasie powinna się zgrać. Natomiast ci – którzy pracowali dotychczas w szpitalach i przychodniach –  muszą nauczyć się pracy w drużynie piłkarskiej, bo jest inna. Znamy się w GKS-ie i reprezentacji ze zgrupowań młodzieżowych, więc aklimatyzacja nie przebiegała długo. Osoby pracujące w sporcie i kochający piłkę nożną nie mają problemów, żeby przystosować się do pracy w klubie i drużynie narodowej.


Jak dbasz o formę, żeby po kilkanaście godzin dziennie pracować na pełnych obrotach szczególnie podczas wyjazdów reprezentacyjnych?

- Staram się dbać o formę fizyczną i ruszać jak najwięcej między zgrupowaniami, bo trener Adam Nawałka korzysta z mojej osoby na treningach i uczestniczę w grach zespołu. Poświęcam czas na odnowę i siłownię. Lubię korzystać też z sauny, żeby zregenerować się i odpowiednio przygotować do wysiłku. Muszę przecież nadążyć za Robertem Lewandowskim czy Kamilem Grosickim (śmiech)! Czasem nawet uda mi się strzelić bramkę albo zaliczyć asystę. Jest przy tym trochę śmiechu, ale zawsze pozytywnego i nie ma problemów. 


Jak czujesz się mentalnie po tak intensywnym wysiłku? Czy taki sukces jak awans do elity pozwala zapomnieć o zmęczeniu?

- Czuję się fantastycznie, taki sukces wynagradza wszystko. Wspaniale, że osiągnęliśmy cel jakim był awans na mistrzostwach świata. Przed nami kolejny, jeszcze większy.  Zobaczymy, co uda się osiągnąć, ale cele mamy ambitne. Wyjazd na dwie tak wielkie imprezy jak mistrzostwa Europy i świata to wielka rzecz oraz wspomnienia, które zostaną na całe życie.  

Oficjalny partner klubu
Główny sponsor klubu
Główny sponsor klubu